Problemy z powiększonym stadem

kredyty gotówkowe Jesienią 1997 roku zatelefonował do mnie pewien Irlandczyk. Miał na imię Ernest i dzwonił, ponieważ właśnie zamierzał się ożenić, ale niestety wiązał się z tym pewien problem. Problem ten dotyczył jednak nie - jak można by się tego spodziewać - ślubu czy przyszłej narzeczonej, ale jego psa. Zamierzał poślubić Enid, kobietę, którą znał już ponad trzydzieści lat. Podobnie jak on była wdową. Poznali się dawno temu przez wspólnych znajomych. Przyjaźnili się z sobą, mimo że Enid mieszkała na północy Anglii, a Ernest w Irlandii.

Postanowili się pobrać i zamieszkać razem w niewielkim domu, który wspólnym wysiłkiem budowali w County Louth. Problem polegał na tym, że podczas gdy Ernest i Enid planowali spędzenie reszty życia pod wspólnym dachem, ich psy nie miały na to najmniejszej nawet ochoty. Tuż po śmierci żony, Ernest kupił sobie szczenię, suczkę, mieszańca, której dał na imię Gypsy. Przez siedem lat, jakie upłynęły od tego czasu, bardzo się do niej przywiązał, stała się dla niego oczkiem w głowie. Enid również była właścicielką psa, trzynastoletniej suki podobnej do labradora. Była do niej przywiązana co najmniej tak bardzo jak jej przyszły mąż do swojej Gypsy. Ernest od pewnego już czasu odwiedzał Enid regularnie co miesiąc w nadziei, że ich psy nie tylko poznają się lepiej, ale nawet polubią. Niestety - ich psy nie miały najmniejszej ochoty na zawarcie przyjaźni. Oboje próbowali już wszystkiego, włącznie z wynajęciem psychologa behawioralnego, zajmującego się psami. Ten przedstawił im wprawdzie bardzo mądry, pięciostronicowy raport naukowy, ale samego problemu nie udało mu się rozwiązać. Ernest i Enid byli bardzo przygnębieni całą sytuacją. angielski kraków

Nasz serwis powstaje we Współpracy z najlepszymi stronami WWW: